Psychologia, socjologia - Karolina, Ola i Paulina

Jeśli jest jakieś miejsca w Warszawie, które nieodłącznie kojarzy się z tradycyjnym bazarowym klimatem, na pewno jest to Bazar Różyckiego. Liczący sobie ponad 100 lat symbol warszawskiej Pragi od zawsze stanowił miejsce z odrębną mentalnością, językiem i stylistyką.

Pod prąd – bazary nie ulegają współczesnym trendom. Prędzej znikną niż bazarowi handlarze popłyną z nurtem indywidualizmu. Co z ideą współpracy, działania w imię dobra ogółu? Przecież dominujący we współczesnym handlu indywidualizm wiąże się z nastawieniem na realizację własnych celów, które nie muszą być zgodne z celami grupy. No, a jak to tak nie polecić pysznych warzyw z kramiku obok Pani Teresce, która od lat przychodzi na bazar? Niestety idea kolektywizmu, czyli współpracy, odpowiedzialności grupowej, a nawet pewnej zależności emocjonalnej powoli gaśnie, a wraz z nią miejsca takie jak Bazar Różyckiego.

Miejsca z duszą. Gdzie tam Bazarowi do współczesnych supermarketów czy nawet sklepów osiedlowych, do których wbiegamy po pracy i równie szybko z nich wybiegamy. I nie chodzi nawet o to, że, jak mówią niektórzy, można tam było „kupić ojca i matkę”. Nie; wydaje się, że najistotniejszym elementem Bazaru była interakcja z drugą osobą. Dla mieszkańców Pragi bazarowi handlarze byli dobrymi znajomymi, z którymi przy okazji zwykłych, wydawałoby się, zakupów, można było porozmawiać o wszystkim. Potargować się, owszem. Powykłócać, też. Ale w międzyczasie i przepis na lepszy rosół się dostało, i wskazówki, jak uszyć sukienkę, i kilka porad, co z niegrzecznym synem zrobić, żeby zaczął się uczyć. Znało się imiona straganiarzy, często ich życiowe historie i rodziny, samemu też opowiadało się o sobie.

Bazar Różyckiego nigdy nie był miejscem zarezerwowanym tylko dla handlu (choć niewątpliwie kolebką tego handlu można go nazwać). Był za to miejscem żywym, prawie organizmem, którego mieszkańcy – bo nie byli to tylko pracownicy – stanowili nieusuwalny element warszawskiego folkloru. Tak jak trafiał na ekrany kin czy na karty książek, tak zapisał się też „prawdziwym Warszawiakom” w pamięci jako miejsce, do którego chętnie wracają w opowieściach i anegdotkach, by przywołać sylwetkę któregoś straganiarza z jego zabawnymi powiedzonkami.

Pytanie: co dalej? Czy rzeczywiście żyjemy w czasach tak szybkich i odzierających nas z chęci przebywania z drugą osobą, że zawsze będziemy wybierać sterylne wnętrza chłodnym supermarketów?

Wydaje się, że niekoniecznie. Od dłuższego czasu, z różną częstotliwością, pojawiają się projekty, jak Bazar Różyckiego przystosować do nowych warunków rynkowych, nie tracąc jednocześnie jego ducha. Ostatni taki pomysł należy do architektki Aleksandry Wasilkowskiej (współautorki inicjatywy PROTOBAZAR), która zaproponowała projekt przebudowy tego miejsca. Według jej wizji, mieszkańcy Pragi i Warszawy mieliby między innymi okazję przesiadywać w kawiarenkach i pawilonach dobudowanych nad dotychczasowo funkcjonującym terenem Bazaru. Sam teren jednak – na co bardzo nalegali kupcy! – ma zostać odnowiony, ale nie zmieniony: stragany, alejki, brama, wszystko ma nawiązywać do swojego pierwotnego wyglądu.


Jak widać, nawet poszukując nowych rozwiązań, w przypadku Bazaru Różyckiego podświadomie czujemy, że nie możemy w jego historię „wejść z butami”. Raczej lepszym rozwiązaniem będzie czerpanie z niej, niż odcinanie się od niej. Kto wie, może podświadomie chcielibyśmy jednak zajrzeć na stragan tej samej od lat pani i wypytać, co tam u niej nowego – bo na pewno coś do opowiedzenia by miała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane pod kątem spamu i kultury treści oraz przekazu. Pozdrawiam, Admin.